...Nagrodę życia w Królestwie nasz Pan przyobiecuje wszystkim ubogim duchowo, smutnym, płaczącym; ludziom o czystym sercu, czyli takim, którzy nie zaznali przyjemności ciała; spragnionym, łaknącym sprawiedliwości, czyli niesprawiedliwie traktowanym; wprowadzającym pokój, czyli ciągle żyjącym w niepokoju; wreszcie wprost mówi o cierpiących prześladowanie. Im również daje obietnicę królestwa. W twoim życiu mogło być tak, że ktoś ci urągał, prześladował, uczynił wiele trudności, rzucał kłody pod nogi, wiązał cię łańcuchem problemów, kłopotów i obciążeń; ale jeszcze brakuje ci tego ogniwa z kluczem, brakuje ci uchwycenia się Jezusa i przerzucenia na Niego wszystkich swoich cierpień, połączenia ich z Jego zasługą krzyżową. Jeśli to wszystko Cię spotkało, to właśnie dlatego, że jesteś blisko Chrystusa. Powiedz więc: „Jezu! Tobie oddaję wszystkie te przeżycia. Bo ja już ten łańcuch nieszczęść mam, tylko są one jeszcze dla mnie przekleństwem, ponieważ nie ofiarowałem ich Tobie, nie błogosławiłem Ciebie, nie w chwaliłem Cię z ich powodu, nie otworzyłem sobie nimi – jak kluczem – ciasnej bramy do Nieba.”
Jezusa częściej widzimy w Ewangelii w domu Setnika – poganina, Lewiego – celnika, Łazarza – grzesznika, i im podobnych, niż w domu jakiegoś faryzeusza np. Szymona, a już na pewno nie w domach senatorów rzymskich, greckich filozofów, bogaczy, tych, którym życie udało się i byli z niego zadowoleni. Więcej jest opisów, w których Jezus jest wśród ludzi chorych, trędowatych, cierpiących, odsuniętych, niechcianych, wyklętych, nawet opętanych, obłędnych, jakichś pobłądzonych w życiu, niż u ludzi zdrowych, czystych, zadowolonych z życia, akceptowanych, błogosławionych przez środowisko, dobrze się mających, mocno stojących na nogach, o rękach chciwych ścierwa pieniężnego jak szpony sępa... Z takimi jakoś niestety rozmowa Mu się nie kleiła. Szybciej Jezus doszedł do porozumienia z zrozpaczoną kobietą kananejską, która nie znała nawet Dekalogu, dziesięciu przykazań, niż z bogatym młodzieńcem, który Dekalog znał od młodości, przestrzegał go od dzieciństwa i był szczęśliwy z życia. Pamiętasz tę historię, kiedy młody człowiek przyszedł do Jezusa i mówi Mu: „Panie, ja Dekalogu przestrzegałem od młodości i czego mi jeszcze potrzeba?” „Sprzedaj wszystko, co masz i będziesz miał Królestwo Boże” Niestety jemu nie udała się ta rozmowa z Jezusem (por. Mt.19,16). Natomiast kobieta kananejska z miejscowości Tyr, która nie znała Dekalogu, ale znała miejscowość Tyr… A więc, co mogła znać w życiu? Cierpienie! Ona się dogadała z Jezusem. Ciężko było, ale się dogadała. I o niej chciałbym też chwilę pomedytować. Jeszcze przypomnij sobie rozmnożenie chleba – uczynił to dla tłumu, na którego widok zlitował się. Tak jest napisane: zobaczył tłum i zlitował się na jego widok (zob. Mt.15,32). Nie był to więc tłum ludzi, których widok byłby chociaż zadawalający. Kiedy spotykasz jakąś osobę i mówisz: „Boże, jak ty wyglądasz? „Mogę się tylko litować nad tą osobą”, to jak ta osoba musi wyglądać? I właśnie dla takich osób Jezus zorganizował ucztę z rozmnożenia chleba, bo wzbudzali w Nim litość. Kiedy zaś mówimy na widok jakiejś osoby: „Żal mi ciebie”? Wtedy, gdy widzimy kogoś szczęśliwego i bogatego, człowieka, który znalazł swoje gniazdko, czy norkę, czy też wtedy, gdy mamy przed sobą sierotę, wdowę, cudzoziemca, człowieka, któremu nic nie wychodzi w życiu i którego wszyscy odpychają?
Nie powiedział też Jezus w Ewangelii Mateusza w 19,23, takich słów: „Biedny to z trudnością wejdzie do Królestwa Bożego”. Ale powiedział: „Bogaty z trudnością wejdzie do Królestwa Bożego.” Właśnie takie słowa powiedział i do dziś mało kto w nie wierzy. A jeśli już Jezus obiecuje komuś udział w kielichu niebieskim, w Swoim Niebie, to można to uznać za niezwykły zaszczyt. Synowie Zebedeusza pragnęli tego, mówili: „Chcemy być po prawicy, po lewicy w Królestwie”. Jezus jednak najpierw każe im spróbować z tego kielicha w Ogrodzie Oliwnym, a oni uciekli od jednego zanurzenia ust w tej goryczy, którą Jezus sam musiał wychylić do dna.
Ciasną bramą, taką bramą cierpienia, wyszedł też Piotr, ale zanim to uczynił, najpierw wszedł – przecisnął się przez nią na dziedziniec Kajfasza, aby tam ostatecznie wyprzeć się aż trzykrotnie Jezusa. To bardzo uciskające przeżycie. Łatwiej być zdradzonym, niż zdrajcą! To była ciasna brama. Zaparł się Boga i nie mógł sobie tego w życiu darować, być może do końca by sobie tego nie przebaczył, gdyby Jezus Mu tego nie przebaczył, gdy spytał go trzykrotnie o miłość nad jeziorem, po zmartwychwstaniu. To też może człowieka doprowadzić do rozpaczy, gdy zawiedziemy Boga w grzechu, w wyparciu się Jego. Na szczęście Jezus nie wypiera się grzeszników. Przypomnijcie sobie, jak to było, kiedy Piotr wszedł na dziedziniec Kajfasza – wszedł przez bramę i wyszedł przez bramę. A Jan Ewangelista wkłada w usta Jezusa takie słowa w 10. Rozdziale: Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie. (zob. J 10,9) Czyje to słowa? Jezusa. Piotr to przeżył dosłownie i fizycznie, to było dla niego obrzezanie serca – serce mu pękało, gdy wchodził do pałacu Kajfasza, a jeszcze bardziej mu się krajało, gdy wychodził przez ciasną bramkę słysząc pianie koguta. Gdy Jezusa zaprowadzono do Kajfasza, Piotr wszedł na dziedziniec. Potem zaś, gdy się już wyparł Go, wyszedł na zewnątrz i zapłakał. Oto brama miłosierdzia i trudne, najtrudniejsze przeżycie, najciaśniejszy przesmyk, przez który człowiek się przeciska – przebaczenie tchórzliwego zaparcia się Boga. Czegoś takiego człowiek sam nie może sobie darować. Bóg zaś przebacza i widzimy w Piotrze to, że Bóg dał mu wyjście z takiej sytuacji, w której on się wyparł nawet Boga. (zob. Mt.26,69nn)
Trudności nie muszą utrudniać życia, a jeśli nawet, to jednak na pewno mogą ułatwiać dojście do Nieba.
Czytałem w jakiejś książce, której tytułu i autora nie pamiętam, o eksperymencie, jaki zrobili pewni naukowcy z 2-letnimi chłopcami: W pewnym pomieszczeniu ustawili trzy boksy i w każdym z tych boksów piękną zabawkę. Jeden z boksów był zupełnie otwarty, dzieci mogły ręka sobie sięgnąć po tę zabawkę, drugi boks miał przeszkodę – 30-centymetrową szybę z pleksiglasu i trzeci boks, ostatni, miał tę szybę 60-centymetrową. Do pierwszego i drugiego boksu tylko niektóre dzieci wchodziły, ale do trzeciego wszystkie usiłowały się dostać i wszystkie się dostały. Dlaczego? Bo była to najtrudniejsza przeszkoda. Jest coś takiego w człowieku, że kiedy się spotyka z przeszkodą, to wcale ona mu nie przeszkadza, ale jeszcze bardziej może zdeterminować jego pragnienie osiągnięcia celu.
I jeśli w twoim życiu zdarzyły się takie przeszkody, które cię załamały, zniechęciły, to pomyśl, a może to jest pomoc? Podaję ten, może niecodzienny przykład, aby ci jeszcze wyraźniej uświadomić, że jest w człowieku potężna moc łaski od Boga, ale żeby mogła się ona uruchomić, musi natrafić nie na pomyślne wiatry, tylko wiesz, na co? Na mieliznę, na przeszkodę, na trudności! Kiedy Jakub uczynił największy skok życia? Kiedy mu Anioł stanął przed rzeką i przeszkadzał przejść przez nią do Ziemi Obiecanej. Anioł tak właśnie mu pomógł, że przeszkadzał mu w drodze. Jakub przeprowadził przez rzekę Jabbok całą swoją rodzinę, wszystkie swoje stada i sam wreszcie chciał przejść, ale jakaś niewidzialna osobowość, Anioł stanął mu na drodze. Innym Jakub pomógł, sobie nie mógł. Była noc, były trudności, ucisk w sercu, lęk, trwoga. Jakub czuł się sparaliżowany, jak ty może teraz, kiedy cię to wszystko spotkało, co określasz krótkim słowem „kłopoty”. Po tym wydarzeniu Jakub miał odwagę spotkać się ze swoim bratem Ezawem, który chciał go wiele lat wcześniej zabić.
Gdyby nie ten Anioł, gdyby nie walka, gdyby nie zdeterminowana wola, gdyby nie przeszkoda – nie spotkałby się z Ezawem, uciekłby przed nim. I są w naszym życiu przeszkody, które tak jak te Anioły, nie pozwalają ci przez coś przebrnąć, trzymają cię na dystans od powodzenia. Widzisz jak inni przeprawiają się przez rzeki, przez mosty, mają życiowe ułatwienia, promocje egzystencjalne, lewizny, a nie mielizny, układy i znajomości, pieniądze i sukcesy, a ty stoisz w miejscu i nic nie możesz zrobić – jakaś niewidzialna bezsilność utrudnia ci życie. To może być łaska, a nie przeszkoda. To może być Anioł, a nie demon. Mojżesz i Izraelici nigdy by nie wyszli z Egiptu, gdyby im coś nie pomogło. Wiesz, co im pomogło? Co pomogło Mojżeszowi i Izraelitom wyjść z Egiptu? Powiem ci co: faraon! Bo im zabraniał wyjść. Dzięki jego sprzeciwom i zakazom, dzięki prześladowaniom i karom, mieli tak bardzo dość Egiptu i tak bardzo już pragnęli wolności, że w końcu uciekli. Gdyby faraon im powiedział: „Tak kochani, wyślę z wami ekspedycję ochroniarską, wybuduje wam most nad Morzem Czerwonym, dam wam zapas chleba, żebyście na pustyni nie szukali manny i wyślę z wami cysterny wody, żebyście kijami nie wiercili skał. Dam wam też eskortę, i jeszcze wam załaduję na wozy cebulę, czosnek, pory ogórki i inne warzywa”. Wiecie, co by się stało? Żydzi po trzech dniach pustyni wróciliby i powiedzieli: „Faraon jest bardzo dobry, po co tu iść na pustynię – w Egipcie jest dobrze, po co nam Ziemia Obiecana?” Dlatego Bóg zatwardził serce faraona, żeby im tak przeszkadzał, tak im dokuczał, żeby oni na pustyni nie zapragnęli wrócić do Egiptu i doszli do Ziemi Obiecanej.
I zdarzają się może w twoim życiu takie przeszkody, które są jak faraon, czyli ktoś taki, kto ci we wszystkim przeszkadza; ktoś taki, kto cię we wszystkim niszczy. A kto wie, może dzięki temu dojdziesz do kogoś takiego jak Bóg. Jest w nas coś z przekory, która ma szansę stać się świętą cnotą, gdy napotka przeszkodę. Im trudniej się żyje, tym usilniej zdobywa się życie. Osełka kamienna, choć sama jest tępa, nadaje ostrzu noża ostrość. I czasem trafisz na tępego człowieka, ale on cię tak wyostrzy, że potem „tniesz życie równo”.
I jeszcze jeden ewangeliczny przykład trudności, które doprowadziły do cudu. Chodzi mi o cud uwolnienia opętanego dziecka, o które bardzo martwiła się pewna kobieta z miasta TYR! Będę teraz używał tekstu biblijnego przeplatając go moimi wyjaśnieniami.
W Ewangelii wg św. Mateusza 15,21, jest napisane tak: Potem Jezus odszedł stamtąd i podążył w stronę Tyru i Sydonu. Idzie w stronę Tyru, a my wiemy, że słowo TYR oznacza: nóż kamienny do obrzezania; trudności życiowe; ciasnotę, trudne położenie, kłopoty, przeciwności itd. Dlatego to Jego podążanie w stronę tego miasta może symbolizować wędrowanie Jezusa w stronę tych, którzy żyją w ucisku życiowym, w cierpieniu! A oto kobieta kananejska... Skoro nie była Żydówką, to znaczy, że nie znała DEKALOGU, nie znała Słowa Bożego. Jak się nie zna Słów Bożych, można całe życie spędzić w cierpieniu i nie znaleźć ani wyjścia, ani wytłumaczenia dlaczego tak się dzieje. Dla niej Bóg nie był Bogiem, chociaż może słyszała, co nieco o Bogu Izraela. Tak dzieje się i dziś. Wielu jest takich katolików, którzy wierzą, że jest Bóg, ale nic z tego nie wynika, żyją jak poganie. Skoro Biblia mówi, że mieszkała w okolicach TYRU, to możemy zrozumieć tę wskazówkę jako określenie jej położenia egzystencjalnego. Ból był najczęstszą okolicznością jej istnienia – żyła w trwodze. Jak moglibyśmy określić jej los? Może tyrański los? Czyli nieustanne obrzezywanie serca, cierpienie. Na potwierdzenie tego Ewangelia pokazuje ją jako kobietę zdesperowaną, krzyczącą, domagająca się pomocy w taki sposób, że można się było jej prośba przerazić. Przypomnijmy jej krzyk: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida. Kiedy ktoś tak krzyczy? Tylko kilka razy w życiu widziałem takie osoby, które wołały, bo tak cierpiały, że się nie liczyły z opinią ludzką, tylko krzyczały na cały głos, doprowadzając do zbiegowiska. Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida. Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Woła litości, ale jeszcze nie wiemy, dla kogo, czy dla niej samej, bo ma chorą córkę, czy też dla córki? Cierpi jak jej córka. Miedzy matką a córką jest wyczuwalna w tym tekście niezwykle silna więź. To, co córka cierpiała, sprawiało też cierpienie matki. Może nie chodzi tylko o zwykłą matczyną litość i miłość do dziecka. Wyczuwamy w tym miejscu głębokie uzależnienie, jakie może się zdarzyć między dwiema opuszczonymi kobietami. Św. Mateusz nic nie mówi o jej mężu. Męża nie ma; może w ogóle go nie było, może odszedł, może umarł? W każdym razie matka i córka są bardzo blisko sobie. Wydaje się, że między nią a córką jest coś więcej niż miłość, jest jakieś uzależnienie, może nawet ono było powodem dręczenia dziecka. Zbyt daleko posunięta bliskość emocjonalna grozi bowiem dużymi zranieniami, nadkontrolą, nadopiekuńczością, nadtroskliwością, podporządkowaniem, zatratą granic tożsamości dziecka, wymaganiami, szantażami emocjonalnymi, lękami, dominacją, itd. Te wszystkie okoliczności są sprzyjającą przestrzenią dla ataku demonów. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli do Niego jego uczniowie i prosili Go: <>. Lecz On odpowiedział: <>. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: <> A On jednak odparł: <>. Trudne słowa! A ona odrzekła: <>. Wtedy Jezus jej odpowiedział: <> Od tej chwili jej córka była zdrowa. Wiara matki uzdrowiła córkę, więc być może było coś do tej pory w tej matce, co powodowało, że dziecko było dręczone. Jak wiele zależy od rodziców! Jezus podąża w okolicę TYRU, i już to rozumiesz, że On zmierza do takich ludzi, którzy niekoniecznie mieszkają w tych okolicach, ale żyją w takich okolicznościach. Oto kobieta kananejska wołała. Na pewno wołać, to nie to samo, co mówić albo szeptać..., Jednak i to było zbyt słabą próbą. Uznał więc Jezus jej wołanie za dowód słabego pragnienia uzdrowienia córki. Takie pragnienie mogłoby spowodować, że choroba znowu by powróciła. Kiedy jest za słabe pragnienie łaski, można wrócić nawet do grzechu. Gdyby jej powiedział: „Wołaj głośniej!”, na pewno ściszyłaby głos i przeszłaby z barytonu do jakiegoś delikatnego sopranu. Toteż Jezus pragnąc jej usilniejszego pragnienia, w ogóle się nie odzywał i w ten sposób spowodował, że ona jeszcze bardziej zapragnęła. Nic nie reagował, dlatego ona jeszcze więcej chciała. Nie zważał na nią, bo wiedział, że to doprowadzi tę kobietę do nieodwołalnej woli zdobycia łaski dla córki. Nic przez jakiś czas nie uzyskiwała, dlatego chciała jeszcze więcej. Jeśli już czegoś chcemy od Jezusa, to musimy zdecydowanie chcieć, a nie tylko trochę chcieć. Dlatego jest tylko jeden sposób, by nas do tak zdeterminowanej postawy doprowadzić – cisza Nieba!!!. To właśnie dlatego czasem Pan Bóg wydaje się milczeć, bo za mało pragniemy. Pragniemy tylko „trochę”, ale Pan Bóg dopiero wtedy da, kiedy to „trochę” zginie, a zostanie w nas ogromna potrzeba. Wczujmy się w jej wołanie: Ulituj się nade mną Panie, Synu Dawida. Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Jezus nie odezwał się do niej ani słowem, nie dał jej ani jednego słowa z Biblii, nawet jednego przykazania, nawet jednego Słowa Bożego, żadnej odpowiedzi. Nic. Na to podeszli do niego Jego uczniowie... Zobacz, co oni mówią. Prosili Go. Nawet oni Go prosili: Odpraw ją. Dlaczego? Bo krzyczy za nami. Dopiero na wzburzonych falach widać, jak zbudowany jest okręt. Najpierw wołała, a kiedy Jezus nic się nie odzywał, ona zaczęła krzyczeć i to nie tylko za Jezusem, ale i za uczniami. Zapowiadało się na niezłą awanturę. I uczniowie może byli nie tyle zatroskani o los opętanej córeczki tej kobiety, co zatroskani o siebie, gdyż ta kobieta, jak każda Kananejka miała chyba długie paznokcie i mogło się to źle skończyć. Jak wielki był krzyk tej kobiety, skoro dwunastu rosłych chłopów z Galilei zadrżało ze strachu! Wyobraź sobie, jak bardzo jej zależało na uwolnieniu córki, skoro Apostołowie zadrżeli! Języki niektórych niewiast są mocniejsze od bicepsów bokserów! I bardzo dobrze, jeśli ich siłę wykorzystuje się w modlitwie, a nie gdzie indziej. Skoro więc uczniowie nie tylko poinformowali, ale nawet prosili Jezusa o pomoc. I to nie w ten sposób: „Panie Jezu, jakaś tam kobieta...”, Tylko „Błagamy cię, daj spokój, udziel jej to!”, to naprawdę było w tej sytuacji wielkie napięcie i być może powstało jakieś zamieszanie. Skąd taka moc u tej kobiety? Jak zwykle – ze słabości. Nawet więcej – z bezsilności. Z bezsilności moc? No oczywiście. Im większa bezsilność, tym większa moc!
Jezus słabo reagował, więc kobieta mocniej krzyczała. On nie odezwał się do niej ani słowem, i właśnie z tego powodu ona pomnożyła słowa. Całą lawinę rzuciła! Zapewne w tekście mamy tylko skrót całego zamieszania. Kiedy On nie reagował, to ona wyrzucała zapewne wiele okrzyków, które trwożyły Apostołów. I dopiero wtedy doszło do cudu. Oto metoda na cud – trochę zwlekać z łaską. Jezus przystanął. Ona przyszła i: Upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi. Przed kim się klęczy? Przed człowiekiem? To byłoby bałwochwalstwo. Przed kim się klęczy? Przed Bogiem! Uznała w Nim najpierw Boga. Spełniła pierwsze przykazanie nie znając Go! Ale są tacy ludzie, którzy znają pierwsze przykazanie i nie spełniają go. I wtedy nic się w ich życiu nie zmienia. Wydawało się, że w tym momencie Jezus jej ulegnie, ale tak jeszcze się nie stało. Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a dawać psom. Jeszcze dziś brzmi to więcej niż surowo – po takich słowach można się poczuć odtrąconym! Gdyby ta kobieta nie miała za sobą całego recitalu okrzyków, myślę, że by się obraziła w tym miejscu. Ale za długo krzyczała, za dużo zainwestowała w to, żeby się teraz wycofać; żeby teraz, kiedy się znalazła przed Jego obliczem zrezygnować. O nie, wolała zrezygnować z dumy i obrażania się, niż z prośby do Jezusa. Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają, że stołów ich panów. Kiedy upokorzona upadła, poprosiła cichutko tylko o okruchy, a przecież przed chwilą jeszcze tak bardzo głośno krzyczała. Jakoś zawsze słowo „okruchy” kojarzyło mi się ze słowem „skrucha”. Poprosiła o najmniejszą łaskę, będąc już najmniejszą duchowo, ale nie zrezygnowała. Wtedy Jezus jej powiedział, że ma największą wiarę. Wielka jest twoja wiara. Dlaczego? Prosisz o małe rzeczy, ale nie rezygnujesz z nich. Nawet nie wiedziała, że już w tym kryła się łaska – że nie przestawała prosić. I to jest łaską – nie zrezygnować z walki o łaskę! Choć nie była wysłuchiwana, nie przestawała prosić, nie wątpiła w otrzymanie okruchów. Dlatego otrzymała więcej niż pięć bochenków. Od tej chwili jej córka była zdrowa. Gdy rodzice mają wiarę, ich dzieci nie chorują. A taka wiara bierze się z pierwszego przykazania