To jest straszne i bardzo dla mnie upokarzające,
kiedy krzyczy we mnie dziecko i nie umiem nad tym zapanować...


Rana Ojca jest najbardziej wstydliwym i upokarzającym miejscem w człowieku. Jest to miejsce, gdzie najdotkliwiej czuje się on  sierotą bez Ojca, i gdzie czuje z tego powodu dwa, nie dające się niczym ukoić bóle. Jeden to wstyd i upokorzenie z powodu   b y c i a   n i c z y i m.  Drugi zaś ból, to smutek z powodu braku bliskości drugiego człowieka.... Tak naprawdę to chciałabym się przytulić... Wtedy nie zadawałabym pytań... Wstydzę się bardzo tego wszystkiego... I nie chcę się do tego przyznawać. To upokarzające... (5 września 2003)....

Dziwne, ale, żyjąc na co dzień z sierotami bez Ojca, można zauważyć zupełnie inne ich zachowania w stosunku do potrzeb, jakie objawiają. I tak: oziębłość i dystans wobec prawdziwej potrzeby bliskości i czułości, agresja i złość wobec ogromnego pragnienia bycia zaakceptowanym, podejrzliwość wobec tęsknoty za zaufaniem komuś.... Trzeba bardzo daleko patrzeć, żeby dostrzec i odkryć w tych zachowaniach, zawstydzone i upokorzone dziecko, wołające o współczucie, aprobatę i miłość. I trzeba wielkiej mądrości, tej ukrytej, którą Bóg najczęściej ofiarowuje nie mędrcom i władcom tego świata, ale maluczkim (por. 1Kor 2, 6-–8; Łk 10, 21), by pod tymi maskami, pod którymi chowa się wystraszone dziecko, d o j r z e ć   delikatne i  bezbronne pragnienie sieroty bez Ojca:....tak naprawdę to chciałabym się przytulić. Do Ojca! Do serca! Do Miłości, która wskrzesza, a nie zabija!
Spotkanie Ojca jest dla sieroty wielką szansą na konfrontację z samym sobą, ze swoją niedojrzałością i niedojrzałą potrzebą bycia dzieckiem. Potrzeba jest dojrzała, jedynie  sposób, w jaki chce się ją zaspokoić bywa niejednokrotnie niedojrzały. To kolejny powód do wstydu i zamykania się: zetknięcie się ze swoimi emocjami, uczuciami, które  k r z y c z ą . !...Od czasu naszej ostatniej rozmowy jest mi dużo łatwiej i już nie ma we mnie tak dużo strachu. Chyba dlatego, że została odkryta moja nędza, i że z tą prawdą zostałam przyjęta... Od paru tygodni, zamiast widzieć w sobie dorosłą istotę, widzę coraz mniejsze dziecko. Mam wrażenie czasami, że moje pragnienia i emocje są na takim etapie... Jest mi wstyd bardzo i dopiero teraz mam odwagę to napisać... To jest straszne i bardzo dla mnie upokarzające, kiedy widzę w sobie to wszystko..., kiedy krzyczy we mnie dziecko i nie umiem nad tym zapanować... Wtedy tak bardzo tęsknię za dzieciństwem... I bezpieczeństwem, którego nigdy nie było... (12 grudnia 2004). ..

K r z y c z y    w e    m n i e    d z i e c k o    i   n i e    u m i e m     n a d     t y m     z a p a n o w a ć  – tak można by nazwać stan człowieka skazanego na Życie bez Ojca. 
Ten krzyk dziecka przypomina wołanie Izmaela na pustyni, które usłyszał Bóg, wzruszając się krzykiem ubogiego dziecka (por. Rdz 21, 17). Ktoś powiedział, że jedyną modlitwą wzruszającą Boga jest krzyk ubogiego i że Bóg słucha tylko krzyku dziecka na pustyni... .

Proszę cię, mój ojcze, bądź ze mną zawsze...
Nie zostaw mnie nigdy, bo boję się, że wtedy umrę...

Spotkanie z Ojcem,  (najczęściej ojcem zastępczym, który przyjmuje wobec sieroty bez Ojca -– często nawet nieświadomie – postawę pośrednika Ojcostwa, otwiera w sierocie głęboką studnię potrzeb, które nigdy nie zostały zrealizowane, ani nigdy nie mogły być zaspokojone. ..Od ciebie, ojcze, doświadczyłam miłości, której nigdy nie znałam wcześniej... Dzięki temu wiem, jak jestem spragniona... (5 września 2003). Doświadczenie miłości, której się nie znało wcześniej, budzi nagle w sierocie bez Ojca te tęsknoty i te potrzeby, które zostały w nim stłumione i wyparte z powodu braku wiary w obecność KOGOŚ, który by chciał i mógł je w nim zaspokoić i przyjąć jego Życie jako dar. ..Budziłam się ze strachem... Już lepiej, tylko głowa boli... Bardzo potrzebuję miłości... Dziękuję, że mogę jej doświadczać tak bardzo... (2 grudnia 2003). ..
Ból, strach i szaleństwo emocji... Cieszę się każdą minutą, w której moje emocje i myśli nie szaleją... Odpoczynek... Ból kręgosłupa przeszedł. Spać się nie chce. Sił nagle dużo. Na chwilę lepiej... (3 grudnia 2003)), powodowane są odkryciem przez sierotę, owego podstawowego pragnienia, które towarzyszy każdemu człowiekowi przez całe jego Życie: b a r d z o   p o t r z e b u j ę    m i ł o ś c i! Osoby zranione, które w pewnym momencie swojego Życia spotykają Ojca (pośrednika Ojcostwa), zaczynają nagle cierpieć cierpieć dużo bardziej niż wtedy, gdy żyły bez  Niego, gdy rana Ojca nie została przez nich jeszcze odkryta, dotknięta i otwarta. Odkrywanie potrzeby miłości idzie tutaj w parze z równoczesnym odkrywaniem jej braku w sobie. Ten brak wydaje się tak ogromny, że w tym samym momencie pojawia się lęk, czy znajdzie się KTOŚ, kto wypełni ów brak miłości, czy jego miłości wystarczy,  i czy ona nie wycofa się, widząc tak bardzo suchą ziemię, spragnioną rosy ludzkiej obecności, życzliwości i przyjaźni. ..Tyle chciałabym ojcu powiedzieć... Czasami sobie nie radzę..., ojciec to pewnie widzi..., ale staram się prosić Pana Jezusa, żeby we mnie zwyciężał... Czasami tak się dzieje... Moja wiara, choć mała, podtrzymuje we mnie życie... Proszę, niech się ojciec nie zniechęca do mnie... Ja zrobię wszystko... (3 października 2005).

Jestem pewien, że kiedy człowiek tak się modli: Proszę, niech się ojciec nie zniechęca do mnie, ja zrobię wszystko. Proszę, niech się ojciec nie zniechęca do mnie... ja zrobię wszystko ..., to Bóg nie tylko, że się nie zniechęca, ale...  zrobi wszystko...

Nie widzę lepszej ilustracji do tych słów niż obraz Ojca, który wybiega naprzeciw syna, powracającego z wielką raną sieroty, który drży z obawy, czy Ojciec przyjmie go do swego domu ...(por. Łk 15, 11-–32)...Ja zrobię wszystko, oznacza ten sam lęk, który towarzyszył synowi marnotrawnemu, gdy mówił do Ojca: uczyń mnie choćby jednym z najemników ...(por. Łk 15, 19). Oznacza ostatecznie: zrobię wszystko, tylko nie przestań być moim ojcem! Zrobię wszystko, tylko nie odwracaj się ode mnie, gdyż znam już smak odrzucenia i znam smak Życia bez Ojca!
Trudno mi dziś nawet myśleć o tych momentach z Życia autorki Wyznań, w których wystraszona jakimś swoim niedojrzałym zachowaniem (niejednokrotnie przeze mnie dość surowo napominana i strofowana.! Niestety, to najłatwiejszy sposób, i jednocześnie najgorszy, w przywracaniu komuś nadziei i wiary w siebie!), błagalnym wzrokiem i płaczącym głosem  prosiła:  a l e   n i e    z o s t a w i   m n i e  O j c i e c !?... Nigdy tego nie wypowiem, co za każdym razem działo się w moim sercu, i co dzieje się do tej pory, na wspomnienie i dźwięk tamtych słów. Żadne inne nie pozostawiły we mnie takiego śladu i tyle bólu i współczucia. Jednocześnie jestem pewien, że to właśnie te słowa najbardziej żłobiły w moim sercu drogę do   w s p ó ł o d c z u w a n i a   i    p o z n a w a n i a    s e r c a   sieroty bez Ojca. To właśnie przez to jedno zdanie: a nie zostawi mnie Ojciec!?, Bóg przygotowywał sobie moje serce do wejścia w postawę służby, do stawania się  n a r z ę d z i e m   Jego Ojcostwa.