MODLITWA WPROWADZAJĄCA
Przychodzimy do Ciebie Panie Jezu w tej szczególnej godzinie piątkowego popołudnia, które przypomina nam tamten Wielki Piątek sprzed dwóch tysięcy lat, ów szczególny piątek Twojej miłości. Pragniemy po raz kolejny w naszym życiu przejść z Tobą i za Tobą Drogą Twojego Krzyża.
Ty przyszedłeś na tę ziemię, aby nas uczyć prawdy o człowieku oraz o Bogu, który jest miłością. Ty sam do końca nas pokochałeś i stałeś się widzialnym znakiem nieodwołalnej miłości Boga do człowieka. Ty z miłości przyszedłeś do nas – stworzonych na Twój obraz i podobieństwo, a jednocześnie do nas – zacierających grzechami i słabościami podobieństwo do Stwórcy. Przyszedłeś, aby nas odnowić, przemienić, pomóc w nawróceniu ku świętości.
DROGA KRZYŻOWA to droga Twojej miłości do nas, to droga, na której widzimy cenę, jaką płacisz za miłość do nas, ludzi tej ziemi.
Chryste, pomóż każdemu z nas przejść tą drogą raz jeszcze, aby dziękować Ci za Twoją miłość i aby uczyć się miłości. Twojej miłości.
Stacja I
PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY
Oto my, ludzie, odważamy się być sędzią naszego Boga i Stwórcy. Decydujemy się skazać na śmierć Tego, którym z niepojętej miłości obdarował nas Ojciec: Jezusa Chrystusa – jedynego świętego, jedynego niewinnego. On przeszedł przez ziemię, czyniąc wyłącznie to, co dobre. Jego słowa były zawsze słowami prawdy, a Jego czyny wyrażały jedynie miłość. Odpowiedzią człowieka na przyjście kochającego Boga był wyrok śmierci.
Ciągle od nowa oburzam się, gdy tylko uświadamiam sobie to wszystko, co z Tobą, Panie Jezu, zrobiono w ów jedyny w historii ludzkości piątek, który nazywamy wielkim. Zdumiewam się niepomiernie, że ludzie mogli być wtedy aż tak bardzo zaślepieni i okrutni.
Jeśli jednak popatrzę trochę głębiej i odważniej na mnie samego, to z bólem dostrzegam, że ja też jestem pośród tych ludzi, którzy skazują Ciebie na śmierć. Dzieje się tak chociażby wtedy, gdy osądzam innych ludzi, nie znając przecież ich serca, albo gdy moimi słowami czy zachowaniami poniżam i krzywdzę bliźniego. Za każdym razem, gdy nie jestem wrażliwy na drugiego człowieka, albo gdy spotykam się z ludźmi w inny sposób niż przez miłość – to ranię w nich Twój własny wizerunek i nie dostrzegam Twojej obecności. Wtedy umiera w nich jakaś cząstka ich człowieczeństwa, które od Ciebie pochodzi, oraz jakaś cząstka nadziei, która jest Twoim darem. Osądzając i krzywdząc innych, ranię i skazuję na śmierć Ciebie samego. Ty przecież utożsamiasz się najbardziej z Tymi, którzy są krzywdzeni i niesłusznie cierpią.
Przepraszam Cię, Panie Jezu, za wszystkie skazujące wyroki, które w mojej naiwności czy grzeszności wydałem na innych ludzi. A czasem także na Ciebie.
Stacja II
PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA
Panie Jezu, w pierwszej stacji DROGI KRZYŻOWEJ dziwiłem się ludziom okrutnym i zaślepionym, którzy Ciebie – Jedynego niewinnego, potępili i skazali na śmierć. Teraz dziwię się jednak Tobie, a nie ludziom. Zaskakuje mnie Twoje zachowanie. Oto przyjmujesz ludzki wyrok i bierzesz krzyż na Twoje ramiona. Nie protestujesz, nie krzyczysz, nie apelujesz do poczucia sprawiedliwości czy sumienia. Poddajesz się osądowi tłumu. Przyjmujesz wyrok wydany przez urzędnika, dla którego najważniejsza stała się jego polityczna kariera. To zdumiewające.
Ale gdy zamyślam się głębiej w motywy Twego działania, wtedy zaczynam rozumieć, że Twoje zachowanie nie jest niespodzianką. Jest ono czymś oczywistym dla kogoś, kto nas kocha, gdyż jest Miłością. Przecież w tamten piątek miałeś jedynie dwie możliwości: albo odrzucić wyrok tamtych ludzi, odrzucić krzyż i wycofać miłość, albo trwać w miłości do ludzi również wtedy, gdy Ciebie osądzamy, krzywdzimy i skazujemy na śmierć.
Twój krzyż, Twoje niewinne cierpienie to cena za miłość, którą Bóg płaci osobiście za to, że pokochał kogoś tak niedoskonałego, jak my – ludzie grzechu i naiwności. Dla Ciebie okazało się ważniejsze to, bym upewnił się o Twojej miłości, niż żebyś Ty ochronił się przed niewinnym cierpieniem.