Eucharystia
– spotkanie z Chrystusem

Może się wam zdarzyło zapytać kiedyś:

Panie Boże, gdzie Ty jesteś? Dlaczego milczysz?
Dlaczego nie mogę Cię znaleźć?
A prawda o Bogu jest taka, że to On nas szuka.
To On nas znajduje. To On nam wychodzi naprzeciw.
Jednym ze sposobów spotkania się z Bogiem
jest właśnie Eucharystia, Msza Święta.
Dlaczego więc nam tak niekiedy trudno
zebrać się, by uczestniczyć w niedzielnej
Eucharystii? Skąd tyle oporów związanych
z Mszą Świętą. Jednym z uzasadnień jest to,
że diabeł lepiej od nas wie, jaka to ważna
sprawa. Dlatego wszystko robi, żeby nas odciągnąć
od udziału w Eucharystii. Jest znamienne, że w ciągu tygodnia każdy z nas ma
do dyspozycji 10080 minut, a tak trudno te
60 minut wykroić na niedzielną Mszę Świętą.
Czy to jest dużo?
Może wydaje ci się, że kiedy uczestniczysz
w Eucharystii, to jakbyś tracił czas.
Bo nie mogłeś się wymodlić, nie miałeś nastroju;
ktoś fałszował; głośno śpiewał; kazanie
było nie takie. Niekiedy słyszymy takie
opinie: „Proszę księdza, ja się lepiej pomodlę,
kiedy wejdę do kościoła sam, jest cisza,
nastrój”. To wszystko prawda, tylko rzeczywistość
Mszy Świętej jest czymś zupełnie
innym. Jest ona wyjątkowa i najważniejsza.
Samo przyjście na Eucharystię powoduje
coś niesamowitego. Kiedy ludzie zbiorą
się w imię Jezusa Chrystusa, On sam jest
obecny pośród nich. Jezus to powiedział,
a On nie kłamie: Gdzie są dwaj albo trzej
zebrani w imię moje – tam jestem pośród
nich (Mt 18, 20). Chrystus dotrzymuje słowa,
On prawdziwie z nami jest. I dlatego
kiedy ksiądz stoi przy ołtarzu plecami do
tabernakulum, to nie jest to gest lekceważenia
Najświętszego Sakramentu, ale znak,
że Chrystus jest w zgromadzeniu wiernych.
Bo On tak powiedział. Jest to rzeczywistość
niezwykła. A tak mało w naszym przeżywaniu
wiary obecna i uświadamiana. Dlatego
tak ważne jest to, że stajesz na modlitwie razem
– nawet jeśli ci ta modlitwa nie wyjdzie
i nie będziesz w wielkim błogostanie modlił
się samotnie i pięknie, i dobrze się czuł przy
okazji. Przecież modląc się nie chcesz sobie
samemu dać prezentu. Modląc się, czyniąc
wysiłek modlitewny, czasami zmuszając się
do modlitwy – dajesz Bogu dar, który cię
kosztuje. A to, co więcej cię kosztuje, jest
więcej warte, niż to, co ci łatwo przychodzi.
Jest to istotny element, który warto dostrzec
myśląc o spotkaniu z Bogiem na Eucharystii.
Msza Święta jest uobecnieniem tajemnicy
odkupienia. Ani mnie, ani ciebie
nie było wtedy, kiedy Chrystus chodził po
ziemi. Za późno się urodziliśmy i nie w tej
szerokości geograficznej. Dlatego jest Msza
Święta, abyśmy mogli w tej rzeczywistości uczestniczyć.
Chrystus stał się człowiekiem po to,
żeby ludzkie grzechy wziąć na siebie, żeby
grzech unicestwić, pokonać to, co dla nas
jest nie do pokonania. Chrystus, który nas
zbawił, zgromadził swoich uczniów w Wieczerniku
– zanim poszedł na Krzyż, umarł i zmartwychwstał.
To była pierwsza Eucharystia. Wtedy nas
tam nie było. Dlatego teraz jesteśmy zaproszeni
i uczestniczymy w tym, co Jezus dla
nas wtedy uczynił. Dlatego tutaj w centrum
stoi stół – jak w Wieczerniku, nakryty białym
obrusem, bo nie mogliśmy być z Apostołami
w Wieczerniku. Nie mogliśmy być
na tym spotkaniu kiedy Chrystus brał chleb,
łamał i mówił: Bierzcie i jedzcie – to jest
Ciało moje (Mt 26, 26). Dlatego jest Msza Święta.
Jesteśmy zaproszeni do Wieczernika, do
Stołu. Byłoby optymalne, gdyby ten Stół
był ustawiony w środku kościoła, aby każdy
z nas mógł zasiąść do niego. Przy stole się
nie klęczy, przy stole się siedzi. Na uczcie
zasiada się do stołu. Dlatego, tak byłoby
najlepiej. Ale jest problem techniczny. Ponadto,
może trudno byłoby zachować się
właściwie przy tym stole, skoro nie mamy
głębokiej wiary, ale powtarzam, optymalnie
byłoby zasiąść do Ołtarza, bo to jest Stół z Wieczernika.
Może cię denerwuje to, co ja mówię, ale
to jest prawda. Dlatego jest wielkim nieporozumieniem, kiedy nasi bracia katolicy
idąc na Eucharystię, na Mszę Świętą zostają
gdzieś na zewnątrz, pod murem kościelnym,
pod chórem, przy drzwiach. Wiesz, to tak
wygląda jakbym ja przyszedł do ciebie na
imieniny, na jubileusz, na jakąś uroczystość
rodzinną, wziął kwiaty, chciał ci złożyć życzenia,
ale nie usiadł przy stole, tylko został
przy drzwiach lub w przedpokoju. Przychodzę
do ciebie. Cieszysz się i mówisz: „Dobrze,
że ksiądz jest, nie spodziewałem się;
niech ksiądz wejdzie, poczęstuje się kawą,
herbatą, tortem, ciastem”. A ja mówię: „Nie, dziękuję, zostanę przy drzwiach”.
To jest dowód niezrozumienia czym
jest Eucharystia. Jeżeli jesteś zaproszony
na bankiet, to po to abyś był blisko, abyś
uczestniczył. Eucharystia to jest uczta, to
jest Wieczernik, to Ogrójec, ofiara krzyża
i zmartwychwstanie Jezusa i wejście
do chwały Ojca. Chrystus tak powiedział:
Czyńcie to na moją pamiątkę (por. Łk 22,
19). Popatrz: On to czyni. Czy nie przyszło
wam kiedyś do głowy – bo mnie przyszło
niedawno, mimo że jestem już wiele lat księdzem,
że właściwie byłoby logiczniej, gdyby
ksiądz podczas podniesienia wypowiedział
słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało
Chrystusa”; „Bierzcie i pijcie, to jest Krew
Chrystusa”. Byłoby to i prawdziwiej, i logiczniej,
i dramatyczniej. A mówi: „Bierzcie
i jedzcie, to jest Ciało moje”. Moje ciało
– kiedy ja odprawiam Mszę Świętą. Aby
ten chleb stał się Ciałem Chrystusa, On musi
wypowiedzieć te słowa. I wypowiada je przeze mnie grzesznika.
Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, zanim
wstąpił do Ojca dał Apostołom władzę.
Gdybym ja miał dar uzdrawiania, dałbym
go tobie i powiedziałbym: „Przekaż to dalej,
jak już osłabniesz albo będziesz starszy,
żeby się to nie zniszczyło, nie zmarnowało.
I ten przekaz mocy Chrystusa trwa w Kościele
przez sakrament kapłaństwa.

Tylko ten, kto ma może dać. Kto nie ma, nic nie
da. Chrystus miał i dał. Dlatego, kiedy staję
przy Ołtarzu staję z mocą tego daru, mimo
iż sam taki doskonały jeszcze nie jestem,
wprost przeciwnie. Pan Bóg powołuje wcale
nie najlepszych, aby się ludzie dziwili, abyśmy
chwały Bożej nie kradli i nie przypisywali
sobie nie swoich zasług. Ja wiem, że to
Chrystus przez moje usta wypowiada słowa
konsekracji i wtedy chleb staje się Jego Ciałem.
Po co? Po to, żebyś spożywał: Bierzcie
i jedzcie (por 1 Kor 11, 24-25). Jest to znak
Jego miłości. Jak się kogoś bardzo kocha
– a myślę, że każdy z was był kiedyś zakochany
– chce się być bardzo blisko. Czasami
zakochani nawet mówią: „Wiesz, «zjadłbym
cię», tak bardzo cię kocham”. Bóg jest
tym, który jest niepojęty w swojej miłości
do człowieka. I dlatego, miłując ciebie, daje
siebie w darze tobie abyś miał siłę, abyś miał wiarę, abyś miał życie wieczne.
Zobaczcie, nasze chrześcijaństwo, jest
często chrześcijaństwem „na głodnego”, na pusty żołądek.

Nie jedz a osłabniesz. Msza Święta, na którą jesteś zaproszony, jest okazją,
abyś spożywał, abyś miał siłę. Problem
jest w tym, że nasze uczestnictwo we Mszy
Świętej jest najczęściej niepełne. Jeżeli jesteś
na Mszy Świętej, a nie idziesz do Komunii
Świętej, to tak, jakbym ja poszedł na
przyjęcie do ciebie, na wesele, był obecny
cały czas, nawet „sto lat” bym ci zaśpiewał,
ale nic bym nie zjadł, niczym się nie poczęstował.
Byłoby to dziwne wesele, prawda?
Msza Święta jako bankiet, jako uczta, którą
Chrystus robi dla ciebie nie jest kompletna,
jeżeli ty nie idziesz do Komunii Świętej.
Chrystus zebrał Apostołów, po co? Żeby
się modlili? Żeby coś od nich dostać? Zebrał
ich po to, aby razem z nimi spożyć wieczerzę
i aby ich obdarować. To jest istotne
dla chrześcijaństwa. W każdej religii ludzie
szli do Boga, chcąc Mu coś dać – w chrześcijaństwie
jest odwrotnie, to Bóg daje. Co
ty masz przynieść na Eucharystię? – Puste
ręce. Co masz przynieść? – Swoje grzechy.
Co dostaniesz? – Odpuszczenie. Co dostaniesz?
– Jego samego w darze.
Ponieważ Jezus złożył ofiarę Bogu, sam
będąc bez winy, umarł za nas, dlatego może
przebaczyć i mnie, i tobie, każdemu. On za
nas złożył Bogu dar.