Wielebny Księże!
Piszę ten list, bo nie przyjadę, jestem bowiem zbyt zawstydzony, żeby się z Księdzem zobaczyć. Poza tym nie mam pieniędzy na podróż, gdyż przestałem być nauczycielem. Kochałem dziewczynę, a raczej jakby Ksiądz to ujął popełniłem cudzołóstwo, przynajmniej tak to nazywają biali, a i Kościół także. Dziewczyna ta nie była mężatką ani też żaden mężczyzna jeszcze nie zapłacił za nią okupu. Nie należała do nikogo, tak więc nikogo nie skrzywdziłem. Ja sam jestem nadal kawalerem i nie zamierzam się żenić. Nie znam nawet imienia tej dziewczyny. I dlatego przykazanie „Nic cudzołóż!" nie stosuje się w tym przypadku do mnie. W tej sytuacji nie rozumiem, czemu Kościół na sześć miesięcy pozbawia mnie komunii.
Doniósł na mnie jeden z moich uczniów. I teraz nie wiem, co począć dalej.
Wielebny Ksiądz mnie ochrzcił i uczył w szkole, doradzał mi często i wie, jak stałem się chrześcijaninem. Ksiądz zna mnie lepiej niż mój rodzony ojciec. Bardzo mi przykro, że Księdza rozczarowałem, ale równocześnie mówię szczerze: nie czuję się winny. Wstydzę się całej gadaniny o tej sprawie, ale nadal jestem chrześcijaninem.
Powiem Księdzu otwarcie, co myślę, nawet jeśliby to miało Księdza rozgniewać. Czy nie wolno mi zaspokoić pragnień mego ciała? Czy nie po to mam narządy płciowe, żebym ich używał? Czy nie należy korzystać z tego, co dostępne? Czy grzechem jest korzystać z tego co stworzył Bóg?
Ponieważ wszyscy mnie tu potępiają, nie oczekuję od Księdza odpowiedzi.
Kończę już, bo nie mam nic więcej do powiedzenia.
Szczerze Księdzu oddany nieszczęśliwy Franciszek.
B. ...., 19 stycznia
Mój drogi Franciszku!
Otrzymałem Twój list i dziękuję Ci bardzo za to, żeś opowiedział mi, co zaszło, nim poinformowałby mnie o tym ktoś postronny. Oczywiście, że jestem tą sytuacją zmartwiony, jak również zaambarasowany, ponieważ częściowo wskutek mojej rekomendacji otrzymałeś posadę nauczyciela.
Nie gniewam się jednak wcale o to, żeś był szczery. Wręcz przeciwnie głęboko mnie to wzruszyło, gdyż dzięki temu może będę w stanie Ci pomóc. Czy mogę odpowiedzieć na Twoje pytania równie szczerze, jak mi je zadałeś?
Odsuńmy na razie na bok pytanie, czy to, coś uczynił, można nazwać cudzołóstwem, czy nie. Absolutnie masz rację, twierdząc, że seks nie jest grzechem. Twoje pragnienia, myśli, kiedy patrzysz na piękną dziewczynę, nie są grzeszne. Nie jest też grzechem, że czujesz do niej pociąg. Nie możesz uniknąć fizycznych pragnień, tak samo jak nie możesz opędzić się od ptaków latających wokół Twej głowy. Możesz jednak nie dopuścić do tego, by zbudowały sobie w Twoich włosach gniazdo.
Oczywiście, że pożądanie płciowe zostało stworzone przez Boga. Jest ono darem Bożym, jednym z najcenniejszych darów, jakie otrzymałeś w swoim młodym życiu. Ale istnienie pożądania nie zakłada jego zaspokojenia. Obecność jakiejś siły w człowieku nie zakłada, że należy dać się jej prowadzić ślepo i bez oporu.
Co byś powiedział, widząc człowieka stojącego w wielkim mieście przed sklepem rzeźniczym, który by tak rozumował: „Patrząc na to wystawione mięso czuję okropny głód. To mięso pobudza mój apetyt. A więc jest przeznaczone dla mnie i muszę je mieć. Dlatego mam prawo zbić szybę i wziąć je".
Pytasz, czemu to, co istnieje, nie ma być używane. Tak, ale tylko we właściwym czasie i miejscu. Wyobraź sobie na przykład, że któryś z Twoich przyjaciół został policjantem. Po raz pierwszy w życiu ma własny rewolwer i wobec tego mówi sobie: „Nie zdobyłem tego rewolweru, został mi dany. A ponieważ został mi dany, powinienem go użyć. Dlatego muszę z niego zastrzelić ko-goś, wszystko jedno kogo".
Nie, on nie ma prawa tak uczynić. Owszem, rewolweru należy użyć, ale we właściwym czasie i miejscu, zgodnie z planem Boga. Wedle tego planu popęd płciowy jest rzeczą dobrą, potężnym źródłem życia i jedności pomiędzy dwojgiem istot ludzkich. Poza planem Bożym wszystko staje się narzędziem podziału, źródłem okrucieństwa, perwersji i śmierci.
Mógłbym to również ująć w ten sposób: zgodnie z wolą Boga zjednoczenie płciowe tylko wtedy spełnia swój cel, kiedy jest wyrazem miłości.
Zwłaszcza uderzyło mnie jedno zdanie w Twoim liście. Napisałeś: „Kochałem dziewczynę". Nie, przyjacielu.
Ty nie kochałeś tej dziewczyny, poszedłeś z nią do łóżka to są dwie całkiem różne sprawy. Miałeś przeżycie seksualne, ale nie doświadczyłeś miłości.
Oczywiście, możesz powiedzieć dziewczynie: „Kocham cię", ale naprawdę myślisz sobie: „Chcę czegoś. Nie ciebie, ale czegoś od ciebie. Nie mam czasu czekać. Chcę lego natychmiast, bezzwłocznie. Nieważne, co się stanie potem. Czy będziemy razem, czy zajdziesz w ciążę to mnie nic nie obchodzi. Dla mnie liczy się tylko chwila obecna. Wykorzystam ciebie do tego, by zaspokoić swoje pożądanie. Jesteś dla mnie tylko narzędziem, dzięki któremu mogę osiągnąć swój cel. I chcę go osiągnąć bez żadnych dalszych ceregieli, natychmiast".
Jest to przeciwieństwem miłości, ponieważ miłość chce dawać. Miłość dąży do lego, żeby drugiego człowieka uszczęśliwić, a nie siebie samego. Tyś postąpił jak absolutny egoista. Zamiast powiedzieć: „Kochałem dziewczynę", powinieneś powiedzieć: „Kochałem siebie i tylko siebie. I w lym celu wykorzystałem tę dziewczy-nę".
Poslaram się wytłumaczyć Ci, co naprawdę znaczy, jeśli mężczyzna mówi do dziewczyny: „Kocham cię". Znaczy to: „Ty, ty, tylko ty. Ty będziesz panować w moim sercu. Ty jesteś tą, o której zawsze marzyłem, bez ciebie jestem niepełny. Oddam ci wszystko i wyrzeknę się dla ciebie wszystkiego, zarówno siebie, jak i tego, co posiadam. Będę żył tylko dla ciebie i dla ciebie tylko będę pracował. I będę czekał na ciebie, choćby to miało trwać nie wiem jak długo. Zawsze będę wobec ciebie cierpliwy. Nigdy nie zmuszę cię do niczego, nawet perswazją. Chcę cię chronić i osłaniać od wszelkiego zła. Chcę z tobą dzielić moje myśli, serce i ciało wszyslko, co posiadam.
Chcę wysłuchać tego, co masz mi do powiedzenia. Nie zamierzam nic przedsiębrać bez twojego błogosławieństwa. Chcę zawsze trwać u twego boku".
Czy rozumiesz teraz, jak dalekie było Twoje przeżycie od tego, czym jest prawdziwa miłość? Nie znasz nawet imienia tej dziewczyny. Dla Ciebie nie była ona osobą, nawet liczbą, była nikim. Nie interesowała Ciebie jej przeszłość ani z pewnością jej przyszłość. Nie obchodzi-ło Cię nic, co się działo w jej sercu, kiedy ją wziąłeś. A jeśli zajdzie w ciążę to jej sprawa. Cóż Ciebie to obchodzi?
Nie, Tyś jej nie kochał. Integralną częścią prawdziwej miłości jest odpowiedzialność wzajemnie wobec siebie i obojga wobec Boga. Tam, gdzie jest miłość, nie powiesz już „ja", ale „ty"... „Jestem odpowiedzialny za cie-bie. Ty jesteś odpowiedzialna za mnie". Razem stoicie przed Bogiem i nie mówisz „ty i ja", lecz „my".
Tylko w małżeństwie to „my" staje się w pełni realne. Tylko w małżeństwie miłość może naprawdę rozwinąć się i dojrzeć, gdyż tylko w nim może znaleźć trwałość i wierność. Prawdziwa miłość nigdy nie może się skończyć i nigdy się nie kończy. Dlatego powinieneś używać tych wspaniałych słów „kocham cię" bardzo ostrożnie. Powinieneś zachować je dla dziewczyny, którą zamierzasz poślubić.
I dlatego w małżeństwie należy zaspokoić swoje po-żądanie płciowe. Ono dopomoże Ci kochać mocniej żo-nę. Jest ono wyrazem jednym z wielu za którego po-mocą zrozumie ona, jak bardzo ją kochasz.
Jeśli będziesz wykorzystywać swoje pożądanie se-ksualne poza tego rodzaju miłością, sam zgotujesz sobie nieszczęśliwe małżeństwo.
Na lym kończę. I tak list ten da Ci wystarczającą ilość tematów do rozważenia. Proszę, pamiętaj, że pomimo wszystko zawsze możesz liczyć na moją przyjaźń i modlitwę.
Oczekując następnego równie szczerego listu jak po-przedni, pozostaję
oddany Ci T.
M. ...., 25 stycznia
Wielebny Księże!
Otrzymałem list Księdza. Dziękuję za niego bardzo. Wdzięczny jestem, że Ksiądz nie machnął na mnie ręką. Skrytykował mnie Ksiądz ostro, ale równocześnie i po-mógł. Jestem niezwykle rad, że mogę do Księdza tak szczerze pisać, ale muszę wyznać, że nie wszystko zrozu-miałem, co zostało w tym liście napisane. A najbardziej zdumiało mnie jego zakończenie.
Proszę Księdza, przecież właśnie motywem mego działania było przygotowanie się do szczęśliwego małżeństwa. A Ksiądz powiada mi coś wręcz przeciwnego. Pytam: jak mogę coś wiedzieć, nie nauczywszy się tego przedtem? Jak można się uczyć bez uprzednich doświadczeń? Czyż nie tak właśnie postępowaliśmy podczas lekcji fizyki i chemii?
W narzeczu mojej matki jest takie przysłowie: „Nim pójdziesz na polowanie, naostrz dzidę".
Cóż za sens ożenić się i ponieść fiasko, ponieważ przedtem nie ćwiczyło się dostatecznie własnego ciała? Przecież istnieje niebezpieczeństwo, że narządy płciowe będą niedorozwinięte, jeśli nie były odpowiednio używane.
Czy Ksiądz rozumie, o co mi chodzi? Mam nadzieję, że wkrótce otrzymam od Księdza odpowiedź.
Franciszek
B. ...., 3 lutego
Mój drogi Franciszku!
Raz jeszcze dziękuję Ci za tak wielką szczerość. Uważam to za oznakę Twego zaufania do mnie.
W Biblii mamy następujące porównanie miłości do śmierci: „Bo jak śmierć, potężna jest miłość". Zarówno śmierć, jak i miłość mają to do siebie, że nie możesz ich przedtem wypróbować. I dlatego obie są tak potężne. Czy sądzisz, że możesz przekonać się, co to jest śmierć, śpiąc bardzo głęboko? Jeszcze trudniej doświadczyć, co to jest miłość, poprzez akt płciowy. Prawdziwej miłości można doświadczyć tylko w specjalnych warunkach.
Weźmy inny przykład: jeśli masz ochotę wypróbo-wać spadochron, pewno będzie Cię kusić skok z dachu wysokiego domu czy z drzewa. Ale odległość dziesięciu czy piętnastu metrów nie wystarczy, żeby spadochron się otworzył, i w takim wypadku grozi Ci skręcenie karku. Musisz skoczyć z samolotu znajdującego się paręset metrów nad ziemią, jeśli chcesz, żeby spadochron się otwo-rzył i zniósł Cię bezpiecznie na ziemię.
Tak samo jest z miłością. Nie możesz jej wypróbować poza „wysokim lotem" małżeństwa. Tylko wtedy mogą się rozwinąć w pełni jej cudowne zalety. Tylko wtedy na-rządy płciowe mogą właściwie funkcjonować.
Kiedy jest się żonatym, akt płciowy odbywa się w zupełnie innych warunkach. Nie ma pośpiechu ani lęku, że ktoś nas przyłapie na gorącym uczynku, nie ma obawy zdrady ze strony partnera, nie ma obawy ciąży, która może być lego aktu wynikiem. I nade wszystko jest dosyć czasu, by otworzyć nawzajem serca, przyzwyczaić się do siebie, wspólnie z czułością poprawić te pomniejsze trud-ności i niedogody, jakie zawsze wyslępują na począlku. To dobrze, Franciszku, że chcesz się przygolować do małżeńslwa. Ale w lym przypadku fizyczne funkcjono-wanie narządów płciowych nie jesl najważniejsze. Istotne jest psychiczne przyslosowanie się, innymi słowy spolkanie się serc i umysłów dwojga partnerów.
Jeśli w małżeństwie wyslępują problemy seksualne, niekoniecznie musi lo być wynikiem Irudności fizjologicznych. Można lo łatwo odkryć i skorygować przed zawarciem małżeńslwa dzięki badaniu lekarskiemu. Nie, o wiele powszechniejszym źródłem kłopotów jest brak przystosowania psychicznego, o którym przed chwilą mówiłem.
Czy słuchałeś kiedy, jak przed koncertem orkiestra stroi inslrumenly? Najpierw zaczynają oboje, polem skrzypce i flety. Gdyby dyrygent zaczął od bardzo hałaśliwych trąb i bębnów, nie byłby w stanie usłyszeć obo-jów, skrzypiec i fletów. Podobnie jest z orkiestrą małżeń-stwa. Przystosowanie serca i umysłu odpowiada strojeniu instrumentów dęlych i smyczkowych: dopiero później mogą rozbrzmiewać „trąby" i „bębny" seksu.
Właśnie lego delikalnego strojenia musisz się nauczyć, jeśli chcesz przygotować się do małżeństwa. Ale z pewnością tego nie robisz, kiedy masz seksualne przy-gody z byle jaką dziewczyną. Wręcz przeciwnie, postę-
pując tak sprawiasz, że Twoje serce staje się obojętne. Bębny zagłuszają flety, a Ty znieczulasz swoje własne uczucia. Powinieneś obawiać się nie tyle niedorozwoju narządów płciowych, co niedorozwoju miłości.
Jeśli przygotowujesz się do małżeńslwa, mając sto-sunki płciowe bez tego rodzaju miłości, naśladujesz tyl-ko pewne jej zewnętrzne fazy. Akl płciowy zniżasz do poziomu działania mechanicznego, czegoś zwierzęcego, gdyż Twoje serce pozostaje nieczułe. Brak Ci decydują-cego doświadczenia, otwarcia się „ja" na „ty"; zamykasz przed sobą możność kochania swej przyszłej żony tak głęboko i lak całkowicie, jak będzie ona od Ciebie lego oczekiwać.
Czy pomyślałeś kiedy, że te przedmałżeńskie przygody miłosne mogą w Tobie obudzić pragnienie poligamii, chęć odmiany, co z góry może zagrozić Twemu małżeń-stwu? Możesz nabrać złych przyzwyczajeń, których trud-no Ci będzie się pozbyć. Mogą z tego wyniknąć poważ-ne Irudności seksualne, na przykład impolencja, groźne dla Twego małżeństwa.
Kiedy ludzie przeżywający kryzys małżeński zwraca-ją się do mnie jako duchownego, często mogę wytropić początki ich problemów w stylu życia, jakie mąż i żona prowadzili przed ślubem. Młody człowiek, który nie na-uczył się panować nad sobą przed ślubem, nie nauczy się lego w małżeństwie: a więc, jak sam widzisz, Twój przy-padek ma jednak coś wspólnego z małżeństwem. W pewnym sensie pozbawiasz czegoś swą przyszłą żonę, nawet jeśli jej jeszcze nie znasz. Wystawiasz na niebezpieczeń-slwo Wasze wspólne szczęście.
Drogi Franciszku, mam nadzieję, że zrozumiesz choć jedno. Nie zamierzam pozbawiać Ciebie przyjem-
ności, chciałbym Cię jednak chronić tak, byś nie zepsuł sobie jednej z największych radości życia. Jeśli zerwiesz kwiat z drzewa pomarańczowego, nie zaznasz nigdy smaku jego owocu. Tak więc, kiedy Ci radzę nie zrywać kwiatów, to nie dlatego, żeby czegoś Cię pozba-wiać, ale po to, by zapewnić Ci nagrodę dającą o wiele większą satysfakcję.
A leraz na Twoje afrykańskie przysłowie odpowiem Ci innym:
„Kiedy człowiek stara się zbytnio wzbogacić, często sam się zuboża".
Serdecznie Cię pozdrawiam
T.
M. ...., 10 lutego
Drogi Księże!
Kiedy czytałem ostatni list Księdza, przypomniałem sobie pewien werset biblijny, który wielokrotnie słysza-łem, ale który teraz dzięki naszej korespondencji nabrał nowego dla mnie znaczenia: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości" (l J 4, 18).
Tak, to prawda. Bałem się i, prawdę mówiąc, niewiele zaznałem przyjemności tej nocy, którą spędziłem z dziewczyną. Ale równocześnie lęk skłonił mnie do uczynienia tego - lęk, że rozchoruję się z powodu nadmiaru nasienia w moich lędźwiach. Nieraz w nocy miałem sny, które powodowały ejakulację. Moi koledzy powiedzieli mi, że jedynym sposobem, żeby nie mieć tego rodzaju przykrych dolegliwości, jest odbyć stosunek z dziewczyną. Co Ksiądz o tym sądzi?
Ostrzegał mnie Ksiądz przed pragnieniem poligamii. Czy nie można kochać jednocześnie kilku kobiet? W Biblii nie ma żadnego wersetu, który by zakazywał poligamii.
W tym liście odkryłem przed Księdzem moje naj-tajniejsze myśli. Mam nadzieję, że Ksiądz nie jest zbytnio zgorszony. Nie mam jednak nikogo, z kim mógłbym omówić te problemy. Nie mam też zaufania do badań lekarskich. Nasi doktorzy nie zawsze mówią prawdę, ponieważ boją się scysji z naszymi rodzinami.
Jeszcze raz dziękuje za cierpliwość.
Szczerze oddany Franciszek