Nie tylko partnera można odkryć na nowo – nawet po wielu latach małżeństwa. Także samo małżeństwo jest polem coraz to nowych doświadczeń – i to również po przeczytaniu wielu książek, rozważających ten temat. Książka Waltera Trobischa nie jest nowa. Po raz pierwszy została opublikowana w języku angielskim oraz w języku polskim w 1975 roku pod tytułem „Którędy do małżeństwa”. Uważamy, że biblijne podejście autora nie straciło aktualności. Walter Trobisch potrafi problematykę i szansę małżeństwa tak przedstawić, że budzi zainteresowanie i emocje czytelników różnego pochodzenia kulturowego. Rozważania o szansach i zadaniach małżeństwa są wkomponowane w życie afrykańskie, które autor dobrze poznał jako misjonarz ewangelicki. Podwójna odległość opisanych wydarzeń, kultury i wyznania może szczególnie pomagać czytelnikom w dzisiejszej Polsce widzieć głębiej istotę chrześcijańskiego małżeństwa. O to też chodziło wydawcom, którzy pragną skierować uwagę czytelnika na wartości niezależne od aktualnej polityki, mody lub prądów. Aby umocnić rodzinę, trzeba postawić ją na fundamencie Słowa Bożego, a zarazem ukazać sztukę dialogu i prawdziwego partnerstwa. Wydaje się nam, że Walter Trobisch w mistrzowski sposób potrafił połączyć te postulaty, dlatego jego książka o małżeństwie zasługuje na nowe wydanie w języku polskim.
Niech ta pozycja będzie wyrazem konkretnego ekumenizmu przez otwarcie oczu katolickim czytelnikom na wartości chrześcijańskie we wspólnotach ewangelickich. Niech to doświadczenie chrześcijan innego wyznania pomoże bardziej cenić Słowo Boże we własnym Kościele! Przez biblijne podejście do partnerstwa i seksualności umacniamy fundament sakramentalnego życia małżeństwa i rodziny!
Wydajemy niniejszą pozycję w serii „Leczenie i Formacja”, ponieważ wydaje się nam, że choroby naszego społeczeństwa wymagają przede wszystkim leczenia i formacji rodziny. Rodzina jednak najbardziej choruje przez brak właściwego partnerstwa w małżeństwie. Na pewno nie wystarczy rozważanie o dialogu, aby nauczyć się rozmawiać. Nie wystarczy także czytanie książki o partnerstwie, by umieć żyć we właściwym małżeństwie.
Niech ta książka będzie pomocą nie tylko dla tych, którzy przygotowują się do życia rodzinnego, ale także dla tych, którzy jeszcze po wielu latach różnych doświadczeń braków i słabości nie stracili nadziei i gotowości uczenia się.
Misjonarze Krwi Chrystusa
Fragment książki:
– W Biblii znajdujemy bardzo stanowcze oświadczenie na temat małżeństwa. Jest ono proste i jasne, a jednak zawiera bardzo głęboką treść. Możemy porównać je do głębokiej studni napełnionej czystą i zdrową wodą. W ciągu całego życia opuszczamy tam swoje wiadro i nigdy nie wyciągamy go pustym. Zawsze otrzymujemy czystą i orzeźwiającą wodę. Jeżeli przysłuchujemy się temu stwierdzeniu z otwartym sercem, wtedy przekonujemy się, że sam Bóg do nas przemawia. Mówi On jako ten, który pragnie nam pomóc. On chce właściwie ukierunkować nasze życie, a przede wszystkim staje On przed nami jako ten, który chce nam coś ofiarować.
Jest to jedyne stwierdzenie, dotyczące małżeństwa, które cztery razy powtarza się w Biblii. Pismo święte nie mówi za często o małżeństwie. Dlatego tym bardziej interesuje nas tekst, który cztery razy pojawia się w jego bardzo ważnych miejscach. Pierwszy raz podsumowuje on opowiadanie o stworzeniu w drugim rozdziale pierwszej księgi biblijnej. Następnie Jezus, zapytany w sprawie rozwodu, cytuje słowa tego tekstu w Mt 19, 5 i Mk 10, 7. W Liście do Efezjan 5, 31 święty Paweł odnosi ich treść bezpośrednio do Jezusa Chrystusa. Słowa te zostały napisane po to, aby przekazać nam Boży plan co do małżeństwa. Zostały one dane ludziom, którzy byli w okresie wielkich przemian społecznych.
Dotąd Daniel każde moje zdanie tłumaczył dosłownie i prawie bez zastanowienia. Po prostu słyszałem siebie w innym języku. Gdy zaś użyłem zwrotu „wielkie przemiany społeczne”, po raz pierwszy zastanowił się i zaczął szerzej wyjaśniać jego znaczenie. Mówiąc dalej, przytoczyłem przykład takiego okresu w czasach Dawida i Salomona.
– Powstały nowe szlaki komunikacyjne. Obce dotąd kultury mieszały się ze sobą. Nowe pojęcia zaczęły niepokoić ludzi. Stare tradycje były coraz bardziej zaniedbywane. Odwieczne zwyczaje nagle stały się nieprzydatne w nowej rzeczywistości. Więzy plemienne zostały zerwane. Uświęcone tradycją obyczaje stopniowo zanikały. Był to czas całkowitej dezorientacji moralnej. Wszystko, podobnie jak dzisiaj, uległo całkowitemu „przeoraniu”. Jednak wspomniane już przez nas stwierdzenie biblijne i wtedy było odwiecznym wzorcem małżeństwa. Będzie ono również i naszym przewodnikiem w ciągu następnych kilku dni. Teraz chciałbym wam je przeczytać z księgi Rodzaju 2, 24.
Do tego czasu nie zauważyłem u słuchaczy jakiejś reakcji na moje słowa. Teraz zaczęli otwierać Biblie, które dotąd wielu trzymało w rękach. Chwilę poczekałem, a następnie zacząłem czytać: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”.
Czytając ten tekst, jeszcze raz byłem poruszony jego prostotą i wyrazistością. Czułem, że coś zostało mi dane do przekazania. Dlatego mówiłem dalej:
– Wiersz ten składa się z trzech części. Wspomina on o trzech rzeczach, które są bardzo istotne w małżeństwie opuszczenie, połączenie się i stanie się jednym ciałem. A więc najpierw zastanówmy się czym jest:
O p u s z c z e n i e
– Bez opuszczenia nie może być małżeństwa. Słowo „opuszczenie” wskazuje na publicznie i prawnie dokonujący się akt, który zbliżenie dwojga młodych ludzi czyni małżeństwem. Gdy dawniej panna młoda opuszczała swoją wieś, udając się do wsi swego małżonka, było to wydarzenie publiczne. Czasem w Afryce cały pochód weselny wiele kilometrów tanecznym krokiem przechodzi ze wsi panny młodej do wsi pana młodego. W tym wypadku nie ma tu żadnej tajemnicy. Publiczny akt wyjścia ze swego środowiska jest jednocześnie zalegalizowaniem małżeństwa. Teraz wszyscy wiedzą, że ci dwoje są w stosunku do siebie mężem i żoną, i są w „stanie małżeńskim”. Obecnie ten akt opuszczenia w wielu krajach został zastąpiony publicznymi zapowiedziami przed ślubem oraz urzędowym zaświadczeniem zezwalającym na zawarcie małżeństwa. Ta zewnętrzna forma jest o tyle ważna, że jest ona publicznym i prawnym aktem małżeństwa.
„Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją”. Małżeństwo jest czymś więcej aniżeli tylko zbliżeniem dwojga młodych ludzi. Ojciec i matka stanowią rodzinę, są częścią społeczeństwa i państwa. Małżeństwo nigdy więc nie jest sprawą prywatną. Nie ma małżeństwa bez ślubu. Oto dlaczego tak często uroczystościom ślubnym towarzyszą wielkie uczty. „Opuszcza ojca swego i matkę swoją”. Gdy wypowiadam te słowa, na pewno odczuwacie w swoim sercu ból. Na pewno nie jest to czymś wesołym. W moim kraju na uroczystościach ślubnych często widzi się łzy.
Zauważyłem, że starsze kobiety potakująco kiwały głowami. Jedna z nich półgłosem powiedziała: „Tak samo jest i u nas”.
– Może spodziewaliście się, że nauka biblijna o małżeństwie zacznie się czymś weselszym i piękniejszym. Jednak Pismo święte mówi bardzo życiowo i trzeźwo. Mówi ono: „Mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją”. Opuszczenie jest ceną szczęścia. Podobnie jak nowo narodzone niemowlę nie może rosnąć, zanim nie zostanie odcięta jego pępowina, tak też nie może wzrastać i rozwijać się małżeństwo, o ile nie nastąpi rzeczywiste odejście, wyraźne oddzielenie od swojej rodziny. Muszę przyznać, że jest to sprawa trudna. Trudno jest dzieciom pozostawić swoich rodziców. Tak samo trudno jest rodzicom pogodzić się z odejściem dzieci. Rodziców można byłoby porównać do kwoki wysiadującej kacze jaja. Gdy po wykluciu się kwoka przyprowadza je do sadzawki, kaczęta raptem odpływają od niej. Tymczasem kwoka nie może pójść w ich ślady. Bezradnie stoi na brzegu sadzawki, przestępuje z nogi na nogę i bezskutecznie nawołuje swoje stadko do powrotu.
Zanim Daniel przetłumaczył ostatnie zdanie, tu i ówdzie wybuchły śmiechy. Przeważnie śmiali się młodzi ludzie.
– Nie można wejść w związek małżeński bez odejścia – powtórzyłem. – Jeżeli nie nastąpi prawdziwe opuszczenie, małżeństwo będzie narażone na pewne kłopoty. Jeżeli młodzi małżonkowie nie mają możliwości zamieszkania samodzielnie, zupełnie niezależnie od swoich rodziców, istnieje wielkie niebezpieczeństwo stałego wtrącania się w ich sprawy teściów. W Afryce zwyczaj uiszczania ceny za pannę młodą służy czasem za pretekst do takiego wtrącania się. Nieraz rodzice, pragnąc nie dopuścić do rozstania się ze swoją córką, podnoszą tę cenę tak wysoko, że póżniej młodzi małżonkowie są u nich przez lata zadłużeni. Długi te nie pozwalają na rzeczywiste odejście.
W tym momencie zapanowała zupełna cisza. Wyczułem w niej pewien sprzeciw. Zresztą, po twarzach mogłem odczytać, że nie zgadzali się ze mną w tej sprawie. Jak na sam początek „opuszczenie” było trudną do przełknięcia pigułką. Dlatego wyjaśniłem:
– Niektórzy z was mogą powiedzieć: „Jest to przeciwne naszej afrykańskiej tradycji. Jesteśmy wychowani w duchu miłości ku swoim rodzicom nie po to, aby ich później opuścić. Czujemy się odpowiedzialni nie tylko za małą rodzinę – którą nieraz nazywa się ścisłą rodziną – składającą się z ojca, matki i dzieci. Poczuwamy się też do odpowiedzialności za większą, rozszerzoną rodzinę, która obejmuje wszystkich krewnych”. Jest to bardzo wartościowa tradycja, którą za wszelką cenę trzeba podtrzymywać. Jednak mówiąc o opuszczeniu, nie mam na myśli pozostawienia kogoś na łasce losu. Opuszczenie nie oznacza porzucenia rodziców. Odwrotnie, jeżeli młode małżeństwo potrafi założyć swój własny dom, to później będzie w stanie pomóc swoim rodzicom. Tylko wtedy, gdy młodzi będą niezależni i nie zadłużeni u swoich rodziców, potrafią później być za nich odpowiedzialni i służyć im pomocą. Sam fakt, że mogli „opuścić”, tworzy sytuację sprzyjającą wzrastaniu miłości między rodzicami i dziećmi. Według mojego własnego odczucia szersza rodzina może funkcjonować tak długo, jak długo zdrowy i niezależny pozostaje jej rdzeń.
Czy jest to czysto zachodnie pojęcie małżeństwa? Nie! Nie przybyłem do was, aby przedstawiać wam zachodni typ małżeństwa. Jestem tutaj po to, aby zaprezentować wam biblijne pojęcie małżeństwa. To biblijne pojęcie jest wyzwaniem dla wszystkich kultur. Każdy ma trudności z „opuszczeniem”. Gdybyście zapytali jakiegoś specjalisty w poradni małżeńskiej na Zachodzie, z jakim problemem najczęściej ma do czynienia, na pewno odpowiedziałby: „Z problemem teściowej”.
Znowu na sali był śmiech – taki sam śmiech, jaki wywołuje to słowo także u słuchaczy europejskich i amerykańskich. Mówiłem dalej:
– W Europie i Ameryce zwykle matka męża ma dużo do powiedzenia. Po prostu nie może ona uwierzyć, że ta młoda dziewczyna potrafi należycie dbać o jej nadzwyczajnego syna: „Czyż może ona dobrze uprać jego koszulę? Czy wie, jakie zupy lubi on najbardziej?”. Jeżeli nawet nie płaci się tam za pannę młodą, to jednak pieniądze są często środkiem uzależniającym młode małżeństwo i nieraz zmuszającym do zamieszkania w domu jednego z rodziców. Prawdziwe opuszczenie i prawdziwe pozwolenie na odejście – nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie – jest trudne dla każdego. Słyszałem, że w Afryce częściej matka żony jest przyczyną nieporozumień małżeńskich. Jeżeli wynikają kłótnie małżeńskie, młoda żona ucieka do domu swojej matki. Jeden z moich afrykańskich przyjaciół uważa, że ten biblijny wiersz powinien wyraźniej mówić o tym, aby i kobieta opuściła swego ojca i matkę. Dlaczego afrykańskie kobiety tak często uciekają do rodzinnego domu? Ponieważ tylko kobieta opuszcza rodzinę, zaś mężczyzna tego nie czyni. W waszym kraju mężczyzna pozostaje w domu lub w pobliżu domu i tam sprowadza swoją żonę. Czytajmy Księgę Rodzaju, a zobaczymy ten sam rodzaj społeczeństwa. Stało się nawet prawem, że kobieta musiała wyjść ze swego środowiska i stać się członkiem środowiska męża. Niesłychane i dosyć rewolucyjne orędzie twierdziło już wtedy, że mężczyzna też musi opuścić swoją rodzinę. Musiało to, podobnie jak i dzisiaj, bardzo nieprzyjemnie brzmieć w uszach ówczesnych mężczyzn. Jednak zasada taka broni praw kobiety. Jej celem jest wykazanie równorzędności partnerstwa męża i żony. Inaczej mówiąc, orędzie to mówi: oboje powinni opuścić swoje środowisko, nie tylko żona, ale i mąż. Skoro oboje wychodzą, oboje też muszą się przyłączyć – nie tylko żona do męża, ale i mąż do żony, o czym wyraźnie mówi przytoczony przez nas tekst biblijny. Prowadzi nas to do drugiej części: